Dlaczego dobry wybór wykonawcy strony internetowej rzadko bywa oczywisty od razu
Firmy najczęściej wybierają wykonawcę strony internetowej po tym, jak wygląda portfolio, nie po tym, co strona ma robić. To zrozumiałe: wygląd da się ocenić w trzydzieści sekund, a proces i kod nie. Problem w tym, że ta decyzja nie ujawnia swoich kosztów od razu. Ujawnia je po roku, dwóch, czasem trzech, kiedy okazuje się, że ładna strona za ułamek ceny konkurencyjnej oferty była w rzeczywistości najdroższą decyzją technologiczną, jaką firma podjęła w tym czasie.
Część tego rachunku widać dużo szybciej niż po roku, czasem już w pierwszych tygodniach. Jeśli ścieżka klienta jest narzucona przez szablon, a oferta na stronie nie jest spójna, odwiedzający nie są prowadzeni za rękę do kontaktu. Wtedy masz ruch na stronie, jeśli w ogóle go masz, ale nie masz z niego klientów.
Tani szablon nie jest tani dlatego, że jest gorszy. Jest tani, bo kupują go setki firm naraz
Gotowy layout kupiony na rynku szablonów za 59 dolarów, czyli około 240 złotych, nie jest tani dlatego, że ktoś oszczędził na projektowaniu, ani dlatego, że „ktoś inny już za niego zapłacił”. Jest tani, bo dokładnie ten sam plik kupują jednocześnie setki, czasem tysiące firm na całym świecie, więc koszt jego zaprojektowania rozkłada się na wszystkich kupujących naraz. To uczciwy, w pełni legalny model biznesowy, nie skrót ani oszustwo. Warstwa graficzna takich szablonów bywa naprawdę dobra, twórcy szablonów są często świetnymi projektantami wizualnymi, i klient kupujący gotowy layout dostaje solidną robotę graficzną za niewielkie pieniądze.
Problem jest zupełnie gdzie indziej, nie w estetyce. Wychodzi w czterech miejscach, które rzadko widać na pierwszy rzut oka: w page builderach zaprojektowanych z myślą o osobach bez doświadczenia w kodzie, w rosnącym obciążeniu wtyczkami, które ktoś musi na bieżąco utrzymywać, w ścieżce klienta narzuconej przez strukturę gotowego szablonu zamiast zaprojektowanej pod Twoją firmę, i w dopasowaniu do Twojej oferty, które bywa przypadkowe, czasem, trzeba przyznać, wystarczająco spójne, ale nigdy zaprojektowane specjalnie dla Ciebie. Każdy z tych czterech punktów rozwijam niżej.
Rachunek przychodzi po roku, dwóch, trzech latach
Strona zbudowana na page builderze i garści zewnętrznych wtyczek zaczyna z czasem szwankować w sposób, którego na starcie nikt nie przewiduje. Wtyczka odpowiedzialna za formularz, galerię albo animację przestaje być rozwijana przez swojego twórcę, traci zgodność z nowszą wersją WordPressa albo PHP, i wtedy dzieje się jedno z dwóch: albo po prostu przestaje działać, albo staje się furtką, przez którą ktoś włamuje się na stronę. To drugie zjawisko jest w branży dobrze znane: strony padają nie przez główny system, tylko przez nieaktualizowany dodatek, o którego istnieniu nikt już nie pamięta, bo nikt nie sprawdzał, co faktycznie stoi pod maską strony, dopóki działała.
- Wtyczka przestaje być aktualizowana – jej autor porzuca projekt albo przechodzi na inny model licencji, a strona zostaje z kodem, którego nikt już nie łata.
- Aktualizacja WordPressa łamie zgodność – page builder i dodatki są ze sobą splecione tak mocno, że jedna aktualizacja potrafi rozsypać układ całej strony.
- Nieaktualny dodatek staje się furtką bezpieczeństwa – to najczęstsza przyczyna infekcji stron firmowych, o której klient dowiaduje się od hostingu, nie od wykonawcy.
Klient dowiaduje się o tym rzadko od swojego dawnego wykonawcy. Tamten zwykle dawno zniknął z rynku albo przestał odbierać telefon po ostatniej racie faktury. Informacja przychodzi od hostingu, który zgłasza zainfekowane konto, albo od klienta, który napisał, że strona wyświetla błąd zamiast oferty. W obu przypadkach koszt naprawy jest wyższy niż koszt, który firma zaoszczędziła na starcie, wybierając tańszą opcję.
Ten sam mechanizm widać w ofertach, które startują od wyniku PageSpeed. Wysoki wynik da się wyciągnąć wtyczką do cache, a potem ta sama wtyczka potrafi położyć stronę. Pisałem o tym osobno w tekście o PageSpeed, animacjach i pozycjonowaniu w ofercie na stronę.
Page builder, który wpuścił amatora, odstrasza profesjonalistę
Page builder miał ułatwić budowę strony osobie bez doświadczenia w kodzie, i w tym jest naprawdę dobry. Problem w tym, że ta sama cecha, która pozwoliła postawić stronę bez programisty, sprawia, że żaden dobry programista nie chce później tej strony rozwijać. Profesjonalista pisze kod, nie klika w interfejs page buildera, który generuje nadmiarowy, nieczytelny kod HTML, trudny do bezpiecznego utrzymania. Zlecenie w stylu „dopiszcie nam nową sekcję do strony postawionej na page builderze” trafia więc zwykle do kolejnego wykonawcy średniej klasy, nie do najlepszego programisty na rynku, bo najlepsi po prostu nie biorą takich zleceń. Wolą projekt od zera niż grzebanie w cudzej improwizacji.
To zamyka firmę w pułapce: coraz trudniej znaleźć kogoś, kto chce i potrafi rozwijać istniejącą stronę, a każda kolejna wycena na jej „dokończenie” wygląda tak, jakby ktoś proponował zbudowanie wszystkiego od nowa. Bo w praktyce często faktycznie tak jest.
Zespół po stronie klienta gubi się w edytorze i przypadkiem rozwala stronę
Page builder daje dużo możliwości edycji, ale nie daje żadnej ochrony przed błędem. Ktoś z zespołu, chcąc podmienić jedno zdjęcie w ofercie, przypadkiem przesuwa cały blok, kasuje sekcję albo zmienia globalny styl przycisku na całej stronie, nie wiedząc nawet, że to zrobił. Bez historii wersji, której w wielu konfiguracjach po prostu brakuje, naprawa kosztuje więcej niż gdyby zespół w ogóle nie próbował samodzielnie niczego zmieniać, a strona stoi w takim stanie, dopóki ktoś nie zauważy problemu i nie znajdzie wykonawcy gotowego go naprawić.
Projektując stronę od zera, zwykle buduję dla klienta dedykowany panel zarządzania zamiast otwierać dostęp do całego page buildera. To ograniczony, przewidywalny interfejs, w którym da się zmienić tylko to, co powinno się dać zmienić: tekst, zdjęcie, pozycję w ofercie. Nie da się w nim przypadkiem rozłożyć struktury strony jednym kliknięciem, bo struktura w ogóle nie jest tam dostępna do ruszenia. To różnica między narzędziem zaprojektowanym pod konkretną osobę, która będzie z niego korzystać, a uniwersalnym edytorem, który umie wszystko, więc też wszystko można nim zepsuć.
Ścieżka klienta skopiowana z szablonu, nie zaprojektowana pod Twoją firmę
Gotowy szablon ma gotową ścieżkę: sekcje w konkretnej kolejności, bo tak wyglądało demo, które ktoś kiedyś kupił. Ta kolejność nie ma nic wspólnego z tym, jak Twoi klienci faktycznie podejmują decyzję o kontakcie. Profesjonalne podejście wygląda inaczej: sprawdzić branżę, sprawdzić konkretnego klienta, porozmawiać z zespołem sprzedaży, z recepcją, z biurem obsługi, czyli z ludźmi, którzy na co dzień słyszą pytania i wątpliwości, zanim ktoś w ogóle zdecyduje się zadzwonić albo napisać.
Dopiero z tych rozmów wynika, w jakiej kolejności strona powinna odpowiadać na pytania, żeby ułatwiać pracę zespołowi sprzedaży, a nie być cyfrową zaślepką, którą trzeba było postawić, bo „firma musi mieć stronę”. Szablon tej pracy nie wykona za Ciebie, bo nie zna Twojej branży. Zna tylko układ, który sprawdził się w demie, sprzedawanym tysiącom zupełnie różnych firm naraz.
Ładne i tanie rzadko znaczy dobre
Tanie rozwiązania bywają naprawdę ładne. Twórcy szablonów są często bardzo dobrzy wizualnie, to ich jedyny produkt, więc dopracowują go pod tym kątem bardzo mocno. Problem nie dotyczy estetyki, tylko tego, co jest pod spodem: struktury kodu, jakości wtyczek, tego, czy ktokolwiek za rok będzie w stanie to bezpiecznie rozwijać. Ładne i dobre to dwie różne kategorie oceny, a firmy przy wyborze wykonawcy zwykle oceniają wyłącznie pierwszą, bo drugą trudno zauważyć na etapie podpisywania umowy. Widać ją dopiero wtedy, gdy coś przestaje działać.
Tania strona to często zbędny koszt, nawet jeśli nie wygląda na koszt w dniu zakupu, bo prędzej czy później trzeba ją przebudować, więc płaci się za nią właściwie dwa razy. Droższa strona, zaprojektowana pod konkretny cel i zbudowana na trwałym fundamencie technicznym, to inwestycja: jednorazowy wydatek, który potem pracuje latami, zamiast się psuć. Różnicy nie widać w dniu podpisania umowy. Widać ją dopiero wtedy, gdy przychodzi czas na rozwój, a jedna strona jest w stanie go udźwignąć, a druga wymaga budowy od nowa.
Ile jest warte nienawiązanie kontaktu z Twoją firmą, bo ktoś zgubił się po drodze albo nie zrozumiał oferty? To już wystarczający argument, żeby uznać tanią stronę za zbędny koszt, a dobrze zaprojektowaną, droższą stronę za inwestycję, która pracuje na Twoją korzyść od pierwszych dni, nie dopiero wtedy, gdy przychodzi czas na przebudowę.